MÓJ PRĄD 4.0

31go marca tego roku skończyła się możliwość składania wniosków o przyłączenie mikroinstalacji fotowoltaicznej w ramach systemu upustów net-metering (tzw. system prosumencki). Od kwietnia natomiast możliwe jest jedynie przyłączanie instalacji w systemie

net-billing, który budził wiele kontrowersji i na wiele miesięcy był gorącym tematem dyskusji wśród organizacji zrzeszających producentów oraz instalatorów fotowoltaiki.

Wątpliwości związane z nowym systemem rozliczania miał w dużej mierze rozwiązać program dotacyjny Mój Prąd 4.0, który po długim czasie oczekiwania rozpoczął się 15go kwietnia. W całości oparty na systemie net-billingowym ma zachęcać nowych i istniejących użytkowników instalacji fotowoltaicznych do przejścia na ów system i zwiększenie autokonsumpcji. W praktyce wygląda to tak, że można otrzymać dotację na nową lub już istniejącą dotację. Tu należy spełnić jeden warunek – instalacja nie może być założona wcześniej niż 01.02.2020r. Dofinansowanie można uzyskać nawet jeżeli wcześniej już skorzystano z innej formy wsparcia finansowego.

 


 

 

   Kwota dofinansowania stanowi do 50% kosztów kwalifikowanych poniesionych przez inwestora, nie przekraczając jednocześnie wartości maksymalnych podanych w ramach dotacji tj.:

  • 5000 zł przy montażu instalacji fotowoltaicznej,
  • 5000 zł do magazynu ciepła (zasobniki c.w.u zasilane przez pompę ciepła lub kocioł elektryczny, zasobniki c.w.u z grzałką elektryczną, bufory ciepła zasilane przez pompę ciepła lub kocioł elektryczny, bufory ciepła z grzałką elektryczną, bufory ciepła wraz z zasobnikiem c.w.u. stanowiące jedno kompletne urządzenie, pompa ciepła typu powietrze/woda tj. pompa ciepła do c.w.u. + zasobnik c.w.u. lub pompa ciepła do c.w.u. ze zintegrowanym zasobnikiem),
  • 7500 zł do magazynu energii
  • 3000 zł do systemu zarządzania energią – HEMS/EMS.

     Istotny w programie jest punkt regulaminu określający moc instalacji. Musi być ona dobrana tak, by w ciągu roku rozliczeniowego moc wysłana do sieci nie przekroczyła 120% mocy pobranej z sieci. Co oznacza to w praktyce? Moc instalacji powinna być bardzo dokładnie obliczona, a instalacja niedowymiarowana, tak by nie przekroczyć określonych norm, gdy warunki pogodowe będą „za dobre”. Przekroczenie takich wartości wiązać się może z utratą przyznania dotacji i koniecznością oddania funduszy. Jak to będzie wyglądało w praktyce, czas pokaże. Ma to również za zadanie zniechęcić ludzi do tego, aby nie robili instalacji „na zapas” (np. z myślą o planowanym kupnie np. samochodu elektrycznego czy klimatyzacji) aby w okresie największej produkcji sieć nie była przeciążona nadwyżkami energii. Taka strategia na pewno nie sprzyja właścicielom instalacji fotowoltaicznych, choć w dużej mierze maskuje braki w infrastrukturze energetycznej Polski, a także częściowo chroni słabe fragmenty sieci. Ich wymiana wiązałaby się z wielomilionowymi inwestycjami, które trwałyby całe lata.

     Problem pojawia się również w kwestii samego przejścia na net-billing. Wymogiem jest zmiana umowy oraz przedłożenie dokumentu potwierdzającego przejście na nowy system. Kłopotliwe okazuje się bowiem uzyskanie pieczęci i podpisu przedstawiciela OSD.

 

Dlaczego? Obecnie dystrybutor odsyła inwestora w tej kwestii do sprzedawców, a sprzedawcy do dystrybutora. A inwestor zostaje bez podpisu. Niebawem kwestia ta najpewniej zostanie rozwiązana, ale obecnie stanowi niemały kłopot.

     Temat net-billingu jest wciąż nowy, a sam system jego rozliczania jest za to materiałem na odrębny artykuł. Jest on zdecydowanie mniej opłacalny niż dotychczasowy net-metering, dlatego zanim obecnie ktoś podejmie decyzję o montażu fotowoltaiki, powinien zgłębić uważnie ten system, aby nie być zaskoczonym. Choć wszyscy powoli oswajają się z nim i ze zmianami, które wprowadza, to sam też na pewno będzie ewoluował i być może będą wprowadzane zmiany oraz ulepszenia w pewnych aspektach. Przez jakiś czas trzeba jednak być gotowym na niespodzianki, które przyniesie.